Month: Czerwiec 2016

W mym Sercu Twój los…

W mym Sercu Twój los
Kiedy życie zada cios
Ty byłaś moim ukochanym szczeniaczkiem
Chodziłaś w swoim psim kubraczkiem
W mym sercu Twój dom
Kiedy trzeba przez życie iść to szary chlor
Biały labradorze jesteś czysta i biała dusza
Kiedy przyszła letnia susza
Kto chodził na spacery dwa razy dziennie
Myrdasz ogonkiem do domowników chętnie
Kiedy cierpiąc leżałem w łóżku Ty przy mnie byłaś
Ja się Tobie odwdzięczę kochany psiaku chętnie się bawiłaś
Kiedy widzisz smyczkę cieszysz się nieustannie
Chodzisz psim krokiem nienagannie
U nas masz jak w psim raju
Rajskim gaju
Umiesz robić siad i podajesz łapkę
Umiesz leżeć i masz piskliwą gadkę
Lecz kiedy odejdziesz z tego świata
Rozpłacze się nie będę udawał goliata
Czy w pieskim niebie będzie pełna miska
Kiedy odejdziesz serce me ściska
Czy będziesz chodziła głodna
Nie porozmawiasz będziesz chłodna mój przyjacielu
Mój wybawicielu

 

 

Amor

Miłość cierpliwa jest
Kiedyś był nasz pierwszy chrzest
Łaskawa jest
Wsłuchany w Sercu protest
Miłość nie zazdrości
Potrzebuje dużo czułości
Nie szuka poklasku
Miłość żyje w wiecznym chwały blasku
Nie unosi się pychą
Nie jest miłością chciwą
Nie jest bezwstydna
A miłość jest uczciwa
Nie szuka swego
Coś głęboko romantycznego
Nie unosi się gniewem
Rośnie razem z młodym drzewem
Nie pamięta złego
To coś kochanego i dobrego
Nie cieszy się z niesprawiedliwości
Oddać swe życie w gotowości
Współweseli się z prawdą
A nie cierpienia krzywdą

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kolorowy wiatr

W kolorowym wietrze Cię widzę
W delikatnym powiewie Cię słyszę
Ciągle ta melodia w uszach gra
Twe natchnienie i radość z pisania niech trwa
Warto o tym wiersz napisać o poranku
Kolorowy wiatr zatrzymał się na ciepłego pozdrowienia przystanku
Barwami kolorowymi ,który niesie Tobą świat
Ten głaz też ma duszę ,to Twój brat
Dlaczego o świecie tak mało wiem
By odkryć tajemnice zmysłów kromkę zjem
Kiedy boli dusza mojego drzewa
Smutny piekarz nie sprzedał o poranku chleba
Ja jestem tym piekarzem co radość we smutne dni Tobie da
Ach ten kolorowy wiatr
Ach ten tęczowy kolorowy ptak
To czego nie widzą oczy
Tylko okiem duszy zaskoczy
Wszystko ma duszy harmonijną tworzy całość
Wszystko co żyje i nie żyje tworzy duszy białość
Czas przejść do rzeczy
Klątwa mą duszę kaleczy
Patrząc głową wszystko psuje
Lecz kiedy myślę sercem wszystko się układa i do siebie pasuje
Jestem serca klucznikiem
Niosąc dobrą wiadomość orędownikiem
Gdy jestem smutny
Czarny cień wspomnień dopada mnie paskudy
Ludzie zacznijcie patrzeć sercem
Dobrym czułość oceanem gestem

 

Jej Portret

Namaluję Cię słowami
Zielone oczka
I pieprzyk nad ustami
To Ty w całej ozdobie
Siedzisz z berłem w sukience i w koronie
Odrodzę się w innym życiu
To będę przy Tobie
W Ciężkiej chorobie
Czy słonecznej pogodzie
Kiedy Zima sroga
Kiedy pod nogami kłoda
Tylko bądź obok zawsze
Kiedy życia płomyk swojego zgaszę
Bądź przy złotej jesieni
Kiedy woda nad wodospadem się pieni
Gdy wiosna przyjdzie wesoła
Będzie Twój uśmiech skaleczonego Anioła
Twój portret jest cierpieniem malowany
Twojej duszy niezagojone rany
Twój płacz jak rosa na łące
Wyschną twe łzy jak zaświeci jasno słońce
Na prawdę jaka jesteś nie wie nikt
Sprawiłem ,że Twój uśmiech wczoraj znikł
Nie tego chciałem dla Ciebie kochana
Cierpienia goryczy to wiadomość niesłychana
Nie jestem wyjątkowy ujrzałaś w końcu we mnie barana
Będziesz radością kiedyś namalowana

 

Dla niej

Dlaczego dzielni nas granica
Myślami wracam do Tytanica
Dlaczego choroby Panie zesłałeś na mój dom
To bilet nadwrażliwości w jedną stronę prom

Jestem taki słaby
Nieporadny
Zamknę się w sobie na zawsze
Tylko daj jej szczęście na zawsze

Daj jej Panie tyle czułości
W chorobie złych myśli aby żyła w godności
Nie zasługuje na bycia kochanym
Pęknę jak balonem dmuchanym

Tylko o jedno proszę daj jej szczęście i zdrowie
W burzowej myśli niepogodzie
Panie kochaj ją
Martw się o nią

Daj jej szczęście
To co niepojęte
Ty wszystko możesz
Lecz ją za co każesz?

 

 

 

“ Myślałem, że najgorsze w życiu, to być samotnym. Tak nie jest. Najgorsze w życiu, to być z ludźmi, którzy sprawiają, że czujesz się samotny. ”

Robin Williams

Walc straconych

Na pochyłej równinie
Rozpaczam strachliwe
Stań ze mną do walca straconych
Przez życie porzuconych

Czy ktoś z klaunem zostać chcę?
Na dobre i na złe?
Od szczęścia uniesienia do depresji zimnej woni
Świat ludzkich robotów za czymś szybko goni

Lecz to nasz walc więc bujaj się i tańcz
Zatańczymy jak obrana ze skórki pomarańcz
Czy klauna ktoś przytuli?
Do snu utuli?

Żadnych wojen

Żadnych granic ile krwi się rozlewa bez powodu
To prowadzi niewinnych ludzi do grobu
Ja jestem zwykłym głupcem co pokoju na świecie szuka
Będę pisał o tym co mnie boli to żadna sztuka

Drogi Panie Putnie
Weź swe ręce z mojej ukochanej Ukrainie
Bij i zabij swój popęd do władzy absolutnej
Do Nienawiści rezolutnej
Żadnych granic i praw
To władzy ciemna politykę cienie zjaw 

Einsteinie na cóż  wymyślił Pan bombę atomową

To prowadzi do zniszczenia planety w przyszłości wymyślą bobę wodorową

Żadnych wojen tylu ludzi poginęło
Spod kontroli chciwość w górę uczucie wzięło
Gdy w telewizji ciągłe walki pokazują
Zwykli ludzie na cierpienie  nie zasługują

 

 

Widzę Cię…

Widzę Cię w swoich snach
Widzę Cię w porannych mgłach
Widzę Cię jak jesteś smutna
Widzę Cię i patrzeć na Ciebie to władza absolutna

Widzę Cię kiedy cierpisz
Widzę Cię kiedy uśmiech do twarzyczki przyczepisz
Widzę Cię kiedy serduszko szybciej bije
Widzę Cie kiedy za tym miłość się kryje

Widzę Cię jak zadajesz sobie krwawe rany
Widzę Cię jak umrę otworzą się raju bramy
Widzę Cię w deszczu i niepogodzie
Widzę Cię jak będziemy żyli w zgodzie

Widzę Cię kiedy mnie delikatnie dotykasz
Widzę Cię jak pod kołdrę ze swym cierpieniem znikasz
Widzę Cię jak jesteś wesoła
Widzę Cię jak jesteś ze złota