Month: Październik 2016

Ofiary

Ofiary losu zbierzcie w sobie wiele siły
By w waszych sercach marzenia się tliły
W postradanych zmysłach
Ofiary losu w umysłach

Z Tobą coś nie tak w domysłach
Wykrzyczane słowa to co was boli
Kiedy rana duszy się nie goi
Świat pułapką się staje

Spiker złe wieści nadaje
Pogoda ducha
Ukojenia szuka
Serca ofiary puka

Świat za szkłem

Ciemnym tłem
Pokoju szuka
w umyśle zawierucha

Nie każdy idzie do celu po trupach
W sercu skrucha

 

 

Dogonić go było nie sposób


Dogonić go było nie sposób
on jak natchniony
lazurowym wiatrem liść
wpisany w każdy szept
kołysania
Uchwycił każdy koloryt ciszy
i brnął w potęgę samotności
Cienie błądziły tak przejrzyście
po wyrytych w drewnie
natchnieniach
Pragnął czuć
że ma jakiś wpływ
na samego siebie
gdyż w tym świecie
czuł się bezsilny
a wersy
ze słodkiego obłędu wolności
powstały
on twierdził
dzikie jest piękne
mimo że
nie najbardziej optymalne
Mówił do siebie
nie pieniądze
nie posiadanie
a prawdą mnie obdarz
lecz gdy odchodził
spostrzegł
jak wielką gorycz
ma w sobie pustka
sygnowana brakiem bliskości
Gdy ciało umierało
potęgę nosił w swej duszy
bo można utracić ciało
lecz duszy się nie da
zagłuszyć…

 

Autor wiersza Emilia

 

Wieczna i nieśmiertelna młodość

Kiedyś byliśmy piękni i młodzi
Szklanka z kawą stygnie i się chłodzi
Młodość ma to do siebie,że czujemy nieśmiertelność
Więcej energii życiowej pojemność
Kiedyś się zmienimy w proch a Ty ze starością się kłócisz?
Do wiecznej młodości się zmusisz
Życie czasem bywa okrutne
Wysokich lotów upadki
Szczęśliwego nastroju spadki
Samotności gorszej niż śmierć
Podarowanie pomocnej dłoni komuś chęć
Piekło dorastania kiedy chcielibyśmy być dalej dziećmi
Krzyk rodziców kiedy byliśmy niegrzeczni
W zabawie wydaje się wszystko takie proste
Dobro zawsze zwycięży zło lecz w dorosłym życiu niekoniecznie tak słodko bywa
Chyba że jakąś materią wypełnisz akwarium wodą gdzie dobro pływa
Bawiłem się kiedyś żołnierzykami co są bohaterami
Teraz moimi bohaterami jest lęk i niepokój jak ubranie z wielkimi plamami
Wtedy przypominam sobie o chłopcu który nigdy nie dorósł co w Nibyladii mieszka
Zwany był Piotrusiem Panem ten koleżka
Nigdy nie doświadczy bólu bycia dorosłym bo wciąż w nim dziecko
A kiedy jest w Nibyladii nie będzie się czuł nigdy kiepsko
Jakoś się nie przejmuje bycia wiecznie młodym
Bycia przygód głodnym
Gdzieś nadzieja przygód we mnie tkwi
A dorosłość mdli
Czasami wiersze piszę
Wywołuje wspomnień kliszę

 

 

 

Przeszłość w bezsenną noc..

Przeszłości nie da się naprawić
Błędów i czynów cofniętego czasu w przeszłości się zjawić
Wracają jak duchy ludzie z przeszłości
W snach miałem wielu gości
Na jawie się pojawiają
Kiedy uciekam to oni za mną ganiają
Mówią nie wybaczymy Ci tych błędów
Z prostych względów
W kółko koszmar się pojawia
Czy to mi zagraża?
Mamy wehikuły czasu w głowie
Kiedy do przeszłości człowiek pas powie
Mózg przeszłość w teraźniejszość wyskrobie
Mówią ,że nie wolno patrzeć wstecz
Złych myśli ode mnie precz
To przeszłość kształtuje kim się później staniemy
W odmętach czarnych myśli gnijemy
Paradoksem jest to ,że już tego nie ma kiedy było dobrze
Kiedy również było niedobrze
Czym jest rzeczywistość?
To każdego człowieka osobliwość
Każdy prawi swe mądrości
Zaprawdę w waszych oczach nie widziałem większej suchości
Z komina kłębek dymu wydostaje się na wolność
To najcenniejsza mądrość
Kiedy człowiek przeszłość z teraźniejszością zmiesza
Przyjdzie z kosmosu depesza

 

 

WSZECHŚWIAT

Wśród ciemnej materii
Gdzieś daleko wśród ciemnej energii
Moja kopia żyje we wszechświecie
Na tej samej planecie
Z innymi decyzjami podjętymi
Decyzjami bezbłędnymi
Być może jestem żeglarzem
Wybitnym malarzem
Ratującym życie strażakiem
Wszechświat wielkimi gwiazdami fascynuje
Na twarzy uśmiech maluje
Gdzieś miliardy lat świetlnych
W obliczeniach obłędnych
Teoria względności
Rodzących się nowych gwiazd płodności
Patrząc w niebo szukam sensu
W tępego mego istnienia bezsensu
Jesteśmy na peryferiach drogi mlecznej
Drogi mlecznej to nazwy bajecznej
Teoria wszystkiego
Nawet istnienia naszego
Wpaść w czarną dziurę
Przebić się przez pyłu chmurę
Loty na Marsa mnie nie interesują
Odległe galaktyki w mej głównie górują
Wszechświat się rozszerza
Miarką mierzenia
Nieuniknione że nasz świat się skończy w chłodzie
Samotnej bryle lodzie
To zarazem smutne jak i radosne
Zniknie piękno świata to proste
Cierpienie zniknie
A Czas szybko mignie

 

Gorycz depresji…

Depresjo dlaczego zbierasz ranne żniwo
Młodych ludzi ogniwo
Depresja ubrana na czarno jak na pogrzebie
W czarce i w czarnej polewie
Uśmiech był na ustach
Teraz odziać się można w czarnych chustach
Jak na morzu wzburza się fala
Nieruchome i odrętwiałe ciała
Lodowaty mróz przez ciało przelatuje
Czarnych myśli i straconych lat mutuje
Fala wezbrała czarnych myśli rozpaczy
Wszystko dookoła kołaczy
Depresja Panna Młoda w czarnej sukni
Wewnętrznych myśli kłótni
Czas biegnie a ja zamknięty w skorupie
Rozpacz w głowie łupie
Wszystkie złe myśli słychać podwójnie
Kto depresji nie doświadczy
Smaku goryczy przed ludźmi nie zaświadczy
Chowasz swe smutki leżąc w łóżku
Za co każesz Ty zły duszku
Deszcz na podwórku
W pokoju jak w słoiku kiszonym ogórku
Świat dalej pędzi względnie
Ależ już Beze mnie…